Ukryty głód

Addis Abeba, wrzesień 1974.

Mały pokój w jednostce wojskowej na obrzeżach etiopskiej stolicy rozświetlała jedynie lampa ustawionego w głębi projektora filmowego Bell & Howell. Pojawiające się na przeciwległej ścianie obrazy przedstawiały kolejki skulonych na piachu, wychudzonych matek z dziećmi w objęciach, starców o twarzach pokrytych muchami, wszyscy z półotwartymi w grymasie bólu ustami. Ciszę wypełniał spokojny ton głosu lektora z brytyjskim akcentem oraz równomierny, cichy warkot maszyny, w tym momencie przybierający na prędkości zwiastując nadchodzący koniec 16-milimetrowej taśmy filmowej. Po chwili na ścianie pojawiło się logo Thames Television i lampa zgasła spowijając pokój w ciemnościach. Czytaj dalej

Butelki wypełnione krwią


Słynne w Etiopii zdjęcie przedstawiające młodego podpułkownika Megistu, przywódcę komunistycznej Partii Roborniczej i późniejszego prezydenta, rzucającego butelkę wypełnioną krwią w tłum protestujących co miało być wymownym symbolem zwiastującym zbliżającą się rzeź pół miliona opozycjonistów podczas tzw. „Czerwonego Terroru”. Czytaj dalej

Czarni biało-czerwoni

Ku przestrodze.

Różnie toczą się losy emerytowanych piłkarzy. Marcin po zakończeniu kariery ściąga haracze z kobiet za handel czatem na dworcu w Dżidżidze we wschodniej Etiopii przy granicy z Somalią.

Pamiętajmy jednak, że nie każdy miał tyle szczęścia. Mógł przecież skończyć jak jego brat Michał, komentując starania polskich klubów w eliminacjach Ligi Mistrzów, zamknięty całe dnie w ciasnej kabinie z Dariuszem Szpakowskim. Czytaj dalej

Zegarek w amharskiej dupie

W Etiopii zegarki najlepiej trzymać tam gdzie kapitan Koons z Pulp Fiction w wietnamskim obozie. W dupie.

Przemierzając dziwaczne miejsca tego globu natknąłem się na wiele lokalnych „anomalii” czasowych. Miejscowe kalendarze (Chiny, Izrael, również Etiopia), niestandardowe różnice w stosunku do strefy czasowej sąsiadów typu pół godziny (Polinezja Francuska, Iran, Mjanma), 15 minut (Nepal, nowozelandzkie Wyspy Chatham), czy też nawet 24-godzinna różnica czasowa wewnątrz tego samego kraju w wyniku położenia po obu stronach Międzynarodowej Lini Daty (Nowa Zelandia-Wyspy Cooka i Kiribati w przeszłości dzięki czemu przeżyłem polinezyjski dzień świstaka). Nawet już nie wspominając o sytuacji kiedy codziennie przez dwie godziny mamy na świecie trzy różne dni (w Nowym Jorku, Amerykańskim Samoa i Kirimati czyli, znowu kiribatiańskiej, Wyspie Bożego Narodzenia). Czytaj dalej

Olga z abchaskiego lasu

Aby dostać się do Abchazji, nieuznawanej republiki nad Morzem Czarnym w północnych krańcach Zakaukazia, wysyłam wniosek o wizę wraz ze szczegółami podróży do placówki dyplomatycznej w Moskwie. Rosję wybieram ze względów logistycznych, gdyż jej druga ambasada znajduje się nieco dalej – w Wenezueli. Po paru tygodniach otrzymuję zgodę na przekroczenie granicy w postaci listu uwierzytelniającego a zarazem promesy wizowej. Czytaj dalej

Noc, Somalia

(Jest to kontynuacja relacji z podróży koleją z Etiopii do Dżibuti)

Scam. Z angielskiego oszustwo, szwindel. Róg Afryki to taka jedna wielka giełda samochodowa w Słomczynie, bezustanne granie w trzy karty z somalijskim Mirkiem handlarzem. W Dżibuti dochodzą mnie słuchy, że somalilandzcy pogranicznicy uskuteczniają nową formę tej sztuki, od białych idiotów decydujących się przemierzać te tereny żądając poświadczenia opłaty za wizę. Nie ma kwitu – płacisz chabor. Czytaj dalej

Co ćpać w Rogu Afryki

Najlepiej czat (khat), czyli liście czuwaliczki jadalnej zawierające katynon, podobny w składzie do pochodnych amfetaminy.

Przeżuwany całe dnie przez mężczyzn z wydętymi policzkami powoduje coraz większe uzależnienie w Afryce Wschodniej. Szczególnie w rejonach przygranicznych Somalii łatwo zauważyć leżących pod murem facetów z półprzymkniętymi powiekami i wyciekającą z ust zielonkawą mazią, obdartych włóczęgów zbierających i ochuchujących z piachu pojedyncze gałązki. Czytaj dalej

Doliniarz z placu Meskel

Osoby przebywające w zatłoczonych miejscach krajów trzeciego świata przestrzegam przed starym numerem „na karton”.

Doliniarz podchodzi do nas z kawałkiem papieru żebrząc lub próbując coś na nim pokazać, a wtedy pod planszą jego druga ręka niczym dłoń samego Mateusza Morawieckiego wędruje prosto do naszej kiermany. Czytaj dalej

Człowiek z uśmiechem na twarzy

Berlin Zachodni, 1965.

– Myślisz, że będzie to pił? – zwrócił się po niemiecku mężczyzna w okularach wpatrując się w etykietę trzymanej w ręku butelki francuskiego absyntu Pernod Fils.

– Müller to alkoholik, osuszy wszystko – odparł drugi z nich ustawiając kamerę marki Kamera-Werkstätten

– Skąd ty to w ogóle wziąłeś? – spytał ponownie pierwszy odstawiając butelkę do skrzyneczki w której znajdowała się jeszcze flaszka schnappsa Kirschwasser, flakon wody mineralnej Perrier, szklanki barowe i paczka papierosów HB.

– Dewizy – zaśmiał się drugi. Czytaj dalej

Skradzione perły Afryki

Jadąc zatłoczonym miejskim mikrobusem przez dzielnicę Bole nieopodal lotniska w Addis Abebie spoglądam przez okno próbując zlokalizować poszukiwany budynek.

– Zgubiłeś się?

Dopiero teraz zauważam siedzącą obok śliczną dziewczynę, musiała się dosiąść przed chwilą. Ma bursztynową skórę, jasną nawet jak na Etiopię, oraz burzę rozjaśnianych na końcach, spiętych z tyłu miodowych loków.

– Zapomniałaś dodać „farandżi” (biały, obcokrajowiec).

Uśmiecha się. Czytaj dalej