Fetysz na fetasz

Ricardo Kapuściński opisywał w „Cesarzu” mechanizm tzw. „fetaszy” występujący w Etiopii po obaleniu rządów Hajle Selasje, czyli proces ciągłego zatrzymywania podróżnych w poszukiwaniu w sumie to niewiadomo do końca czego (prawdopodobnie dowodów na współpracę z dworem cesarza).

Co ciekawe, w pewnym sensie zjawisko to zachowało się do dzisiaj. Szczególnie podróżując z terenów przygranicznych Sudanu i Somalii musimy liczyć się z ciągłymi zatrzymaniami w celu rewizji. Przewalanie bagaży, legitymowanie, sprawdzanie. Przeszukiwanie, obmacywanie, obściskiwanie. Wylewanie perfum, rekwirowanie elektroniki, wbijanie bagnetów w puszki sproszkowanego mleka. Pytania bliżej nieokreślonych osób o paszport i cel pobytu. Ochroniarz przed wejściem do supermarketu woła „fetasz!” i niczym Stanisław Łyżwiński serwuje nam szybkie macanko.

Ostatnio kelnerka w knajpie zapytała czy może zobaczyć mój dokument. Zaskoczony wręczyłem go jej będąc ciekawym co z nim zrobi. Po chwili zwróciła paszport z… numerem telefonu na karteczce w środku. Muszę przyznać, że nieźle to wykombinowała.

A jak dzięki takiemu fetaszowi jorgnąłem się że chcą mnie wjebać w przemyt? O tym w następnej anegdocie pt. „Co skrywają etiopskie gacie”.

Instagram | Pozostałe opowiadania

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *