Kibda

Kolejny epizod nocnych, kulinarnych wędrówek po ulicznych spelunach afrykańskich metropolii.

Kibda lub Kebda (Skadrani – wołowa, bil ‚Asal – cielęca) czyli cięta w płaskie, podłużne paski smażona wątróbka w miodowej marynacie.

Rzeźnik w jednej z uliczek w Kairze sprzedaje na wagę w papierze bezpośrednio z okienka lub serwuje wewnątrz na stalowym blacie z pastą sezamową, sałatką warzywną i chlebem. Czytaj dalej

Argana

Marrakesz, kwiecień 2011.

Gzegos, jella, wstawaj, bo cię zaraz ktoś zobaczy! – kobieta o oliwkowej skórze budzi mnie kuksańcem w ramię. Leniwe podnoszę się z łóżka przecierając twarz dłonią. Uchylam drzwi hotelowego pokoju i upewniając się, że nikt nie stąpa po orientalnych płytkach korytarza wymykam się na zewnątrz.

Amal, drobną 25-latkę (parę lat ode mnie starszą) o urokliwej nie tylko urodzie ale również imieniu (arabskie ‘amal czyli po polsku „nadzieja”, prawie jak „tradycja”) poznaję na przedmieściach Rabatu gdzie wtedy pracuję. Ma oczy jak węgle, w których ledwo da się dostrzec źrenice, oraz grube, kruczoczarne, sięgające do lędźwi włosy, z których można by zaplatać marynarskie liny. Waży może z 45 kilogramów, czasami dla żartu obejmuję ją ramieniem i próbuję zapakować do swojej podróżnej walizki, a ona śmieje się do rozpuku machając w powietrzu stopami długości moich dłoni. W wolnych chwilach sama uczy się polskiego, a ja płaczę ze śmiechu i zastanawiam się skąd u licha bierze te swoje dziwaczne powiedzonka typu „dobrze panie bobrze” czy „co tam hipopotam”.

Często wyjeżdżamy za miasto, uciekając przed nieco wścibskim wzrokiem konserwatywnego społeczeństwa. Chcemy się pobrać, może przenieść do Europy, nie mamy jednak jeszcze certyfikatu małżeńskiego i wszyscy hotelarze robią nam z tego powodu problemy… Czytaj dalej

Etiopski Netflix


Rozbawił mnie ostatnio etiopski Netflix.

Odwiedzając znajomą (w Addis Abebie) odpaliłem folder z filmami na jej laptopie. A tam ze 100 pozycji i prawie same nowości. Zaciekawiony pytam zatem skąd to ma, skoro w Etiopii na ogół taki gówniany Internet. „From the corner boys”.
Czytaj dalej

Indżera

Ciąg dalszy kulinarnych wędrówek po afrykańskich przydrożnych stoiskach.

Tym razem Etiopia i indżera czyli kwaskowaty naleśnik z miłki abisyńskiej (tefu) podawany z wat – różnego rodzaju potrawką (tutaj z kurczaka).

Szczerze mówiąc, gdy pierwszy raz podano mi to po ciemku z sosem pod spodem, myślałem że to jakaś gąbkowata ściera do wytarcia rąk. Smak jednak to już zupełnie co innego, ze wszystkich ulicznych szam które dotychczas próbowałem na Czarnym Lądzie (a trochę tego było), chyba wskakuje na mój numer 1. Warto się wybrać do Etiopii chociażby ze względu na indżerę, nie jest łatwo zasmakować jej poza granicami gdyż eksport tefu jest silnie regulowany przez rząd. Czytaj dalej

Ukryty głód

Addis Abeba, wrzesień 1974.

Mały pokój w jednostce wojskowej na obrzeżach etiopskiej stolicy rozświetlała jedynie lampa ustawionego w głębi projektora filmowego Bell & Howell. Pojawiające się na przeciwległej ścianie obrazy przedstawiały kolejki skulonych na piachu, wychudzonych matek z dziećmi w objęciach, starców o twarzach pokrytych muchami, wszyscy z półotwartymi w grymasie bólu ustami. Ciszę wypełniał spokojny ton głosu lektora z brytyjskim akcentem oraz równomierny, cichy warkot maszyny, w tym momencie przybierający na prędkości zwiastując nadchodzący koniec 16-milimetrowej taśmy filmowej. Po chwili na ścianie pojawiło się logo Thames Television i lampa zgasła spowijając pokój w ciemnościach. Czytaj dalej

Butelki wypełnione krwią


Słynne w Etiopii zdjęcie przedstawiające młodego podpułkownika Megistu, przywódcę komunistycznej Partii Roborniczej i późniejszego prezydenta, rzucającego butelkę wypełnioną krwią w tłum protestujących co miało być wymownym symbolem zwiastującym zbliżającą się rzeź pół miliona opozycjonistów podczas tzw. „Czerwonego Terroru”. Czytaj dalej

Zegarek w amharskiej dupie

W Etiopii zegarki najlepiej trzymać tam gdzie kapitan Koons z Pulp Fiction w wietnamskim obozie. W dupie.

Przemierzając dziwaczne miejsca tego globu natknąłem się na wiele lokalnych „anomalii” czasowych. Miejscowe kalendarze (Chiny, Izrael, również Etiopia), niestandardowe różnice w stosunku do strefy czasowej sąsiadów typu pół godziny (Polinezja Francuska, Iran, Mjanma), 15 minut (Nepal, nowozelandzkie Wyspy Chatham), czy też nawet 24-godzinna różnica czasowa wewnątrz tego samego kraju w wyniku położenia po obu stronach Międzynarodowej Lini Daty (Nowa Zelandia-Wyspy Cooka i Kiribati w przeszłości dzięki czemu przeżyłem polinezyjski dzień świstaka). Nawet już nie wspominając o sytuacji kiedy codziennie przez dwie godziny mamy na świecie trzy różne dni (w Nowym Jorku, Amerykańskim Samoa i Kirimati czyli, znowu kiribatiańskiej, Wyspie Bożego Narodzenia). Czytaj dalej

Noc, Somalia

(Jest to kontynuacja relacji z podróży koleją z Etiopii do Dżibuti)

Scam. Z angielskiego oszustwo, szwindel. Róg Afryki to taka jedna wielka giełda samochodowa w Słomczynie, bezustanne granie w trzy karty z somalijskim Mirkiem handlarzem. W Dżibuti dochodzą mnie słuchy, że somalilandzcy pogranicznicy uskuteczniają nową formę tej sztuki, od białych idiotów decydujących się przemierzać te tereny żądając poświadczenia opłaty za wizę. Nie ma kwitu – płacisz chabor. Czytaj dalej

Doliniarz z placu Meskel

Osoby przebywające w zatłoczonych miejscach krajów trzeciego świata przestrzegam przed starym numerem „na karton”.

Doliniarz podchodzi do nas z kawałkiem papieru żebrząc lub próbując coś na nim pokazać, a wtedy pod planszą jego druga ręka niczym dłoń samego Mateusza Morawieckiego wędruje prosto do naszej kiermany. Czytaj dalej

Człowiek z uśmiechem na twarzy

Berlin Zachodni, 1965.

– Myślisz, że będzie to pił? – zwrócił się po niemiecku mężczyzna w okularach wpatrując się w etykietę trzymanej w ręku butelki francuskiego absyntu Pernod Fils.

– Müller to alkoholik, osuszy wszystko – odparł drugi z nich ustawiając kamerę marki Kamera-Werkstätten

– Skąd ty to w ogóle wziąłeś? – spytał ponownie pierwszy odstawiając butelkę do skrzyneczki w której znajdowała się jeszcze flaszka schnappsa Kirschwasser, flakon wody mineralnej Perrier, szklanki barowe i paczka papierosów HB.

– Dewizy – zaśmiał się drugi. Czytaj dalej