Grób z Mindanao

Datu Unsay, wyspa Mindanao, Filipiny, 21 listopada 2009.

Nieduży budynek w hiszpańsko-kolonialnym stylu stał pośrodku otoczonego palmami placu w centralnej części miasteczka. Wewnątrz, siedzący przy biurku w jednym z pomieszczeń trzydziestokilkuletni Filipińczyk z lekką nadwagą, pocierając podbródek wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w blat przed sobą. Jedną dłonią starł chusteczką kropelki potu z czoła, drugą poprawił pracujący z cichym szumem wentylator pokojowy.

– Panie burmistrzu, pański ojciec przyjechał – mężczyznę wyrwała z zamyślenia drobna sekretarka, uchylając drzwi i zwracając się do niego w języku tagalog.

– Tak, salamat, niech wejdzie.

Do pomieszczenia wszedł mężczyzna łudząco podobny do już obecnego, z równie napuchniętą twarzą i płaskim nosem, jednak o twarzy jakieś 30 lat starszej. Był też bardziej otyły, spod beżowej marynarki wystawała opięta na pokaźnym brzuchu różowa koszulka polo.

Młodszy z mężczyzn wstał zza biurka jak wyrwany ze snu, podszedł do ojca i przywitał się serdecznie całując go w oba policzki.

– Słyszałeś, że Mangudadatu ma startować? – przeszedł od razu do rzeczy starszy z nich.

– Słyszałem – odparł wyraźnie poirytowany drugi odwracając się.

– I co zamierzasz z tym zrobić? – przybysz drążył dalej spokojnym, leniwym głosem.

– Jeszcze nie wiem. Coś wymyślę…

– Posłuchaj! – wrzasnął nagle mężczyzna w marynarce, zrobił dwa szybkie kroki i odwracając syna zdecydowanym ruchem ręki przodem ku sobie zaczął cedzić przez zęby wypluwając słowa prosto w twarz.

– Chciałbym ci tylko przypomnieć, że w zeszłym roku straciłem stanowisko gubernatora prowincji. Jak tak dalej pójdzie, to wykopią nas ze wszystkich stanowisk na Mindanao. A Toto staje się coraz bardziej popularny z tymi swoimi pierdolonymi projektami środowiskowymi. To twój jedyny konkurent w tej chwili, nie obchodzi mnie jak to zrobisz ale masz to załatwić. Rozumiemy się?

Starszy z mężczyzn zakończył swój monolog, dysząc spoglądał gniewnie w szukający ucieczki wzrok syna.

– No, też tak myślę – klepną młodszego mężczyznę grubą ręką w policzek i odwrócił się zmierzając ku wyjściu – i pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć, synu. Zawsze. Mam jeszcze sporo kontaktów we władzach prowincji – rzucił jeszcze na odchodne odwracając się na chwilę z uniesionym palcem po czym wyszedł z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi.

Pozostawiony w pomieszczeniu Filipińczyk przeklął pod nosem i zacisnął usta w gniewie. Podszedł do okna i zamyślił się spoglądając spomiędzy drewnianych żaluzji na otaczający budynek rząd kołyszących się na wietrze palm.

Oddychając raptownie przez nos, stał w tej pozycji jeszcze przez kilka minut aż do uspokojenia oddechu. Po tym wyjął z kieszeni telefon komórkowy, odgiął klapkę i gwałtownie wybierając numer przyłożył do ucha.

– Opò? – rozległ się głos w słuchawce.

– To ja. Tato, załatw mi na jutro dwie koparki z magistratu.


Buluan, 60 kilometrów dalej, 2 dni później.

– Naprawdę nie wiem czy to jest dobry pomysł Gigi – niski, łysiejący mężczyzna w drucianych okularach zwrócił się do stojącej przy ścianie 40-letniej kobiety. Drewniana podłoga dużego, piętrowego domu głośno skrzypiała gdy stąpał po niej nerwowo pocierając czoło.

– Toto, rozmawialiśmy już o tym. Musisz to zrobić dla nas wszystkich, tylko ty masz szanse na rozbicie tego całego ich klanu – kobieta mówiła spokojnym tonem śledząc wzrokiem chodzącego w kółko po pokoju męża.

– Nie wiem, mam złe przeczucia. Dzwoniłem na policję ale odmówili nam ochrony. To niebezpieczni ludzie, może powinienem jechać z tobą – mężczyzna zatrzymał się na chwilę i spojrzał na żonę z wykrzywioną w grymasie zmartwienia miną.

– Toto… – kobieta podeszła do męża i ujmując delikatnym ruchem jego dłoń zaprowadziła do okna pomieszczenia – spójrz tylko – powiedziała wskazując na piaszczysty plac przed budynkiem na który w tym momencie wjechały trzy samochody terenowe – przecież nie jadę tam sama. Będą ze mną twoja rodzina i przyjaciele, kilku prawników, kilkudziesięciu dziennikarzy potwierdziło udział a cały czas zgłaszają się nowi. Poza tym większość to kobiety, w tym twoje dwie siostry, a przecież wiesz, że u nas kobiet się nie rusza. Wszystko będzie dobrze.

Kobieta położyła dłoń na policzku męża. Ten westchnął i oboje wyszli z budynku zabierając po drodze teczkę z dokumentami. Przed starym, drewnianym domem stało już 5 samochodów terenowych i minivanów, wokół kręciło się kilkadziesiąt osób z przewieszonymi przez ramiona aparatami fotograficznymi. Na widok wychodzącej z budynku pary, wszyscy zgromadzeni zaczęli powoli wsiadać do samochodów.

– Uważaj na siebie – szepnął mężczyzna do żony. Ta uśmiechnęła się i witając z pasażerkami zajęła miejsce obok pozostałych kobiet w jednym z ostatnich samochodów. Po chwili na placu rozległ się warkot silników i wszystkie auta wyjechały z placu jeden za drugim.

Konwój kierował się na południowy wschód, jadąc ze średnią prędkością przecinającą wyspę drogą krajową z rzędami bananowców po obu stronach. Po kilkudziesięciu kilometrach kobieta w samochodzie z tyłu wyjęła telefon komórkowy wybierając numer.

– Tak Toto, wszystko w porządku, za jakieś pół godziny powinniśmy być na miejscu, tak. Poczekaj, coś się chyba dzieje z przodu… – rzuciła do słuchawki gdy samochód zaczął nagle zwalniać. Kiedy auto zatrzymało się, próbując zobaczyć z tylnego fotela co się dzieje z przodu, kobieta odsunęła na chwilę telefon od twarzy i sięgnęła po klamkę. Wychodząc z samochodu stanęła na palcach wyprężając szyję, a w tym momencie zza samochodu wyszedł otyły, krępy mężczyzna. Podszedł do niej żwawym krokiem, wyrwał z ręki telefon i zamaszystym ruchem wymierzył jej policzek wierzchem dłoni. Leżąc na ziemi dotknęła ręką rozciętej wargi, spojrzała na strużkę krwi na palcu, a następnie przeniosła przerażony wzrok na przydrożny rząd bananowców, spomiędzy którego powoli zaczęły wyłaniać się postacie z zaciśniętą w ramionach długą bronią.


Warszawa, sierpień 2018.

Rankiem 23 listopada 2009 roku, stacjonujący na wyspie Mindanao 64-ty Batalion Piechoty filipińskiej armii otrzymał informacje o strzałach na niezamieszkałych wzgórzach niedaleko drogi krajowej.

Po przybyciu na miejsce odkryto trzy pośpiesznie porzucone, niedokończone masowe groby. Dookoła nich jak i wewnątrz, częściowo przysypane ziemią, znajdowało się 6 samochodów terenowych i minivanów wypełnionych ciałami 58 osób.

Ustalono, że zwłoki należą do dziennikarzy, prawników oraz członków rodziny Ismaela „Toto” Mangudadatu, wiceburmistrza miasta Buluan, stolicy prowincji Maguindanao. Ofiary zginęły od kilkunastu strzałów z broni palnej, przed śmiercią były brutalnie torturowane, niektóre ciała zostały rozczłonkowane piłami spalinowymi. Część z kobiet została zgwałcona i postrzelona w genitalia. Do nich należały m.in. żona i dwie siostry polityka, w tym jedna z nich w ciąży.

Konwój zmierzał do miasta Shariff Aguak, siedziby komisji wyborczej, aby złożyć oficjalną kandydaturę (Certificate of Candidacy) Toto w walce o posadę gubernatora prowincji w przyszłorocznych wyborach.

Społeczeństwo Filipin jest w przeważającej większości wyznania rzymskokatolickiego, a muzułmanie zamieszkują głównie Mindanao, drugą co do wielkości wyspę kraju. Obszar ten jest podzielony na 22 prowincje, w których nierzadko władza od lat sprawowana jest przez miejscowe klany, powiązane z rządem, obsadzające lokalne stanowiska, posiadające prywatne armie i uskuteczniające brutalne rządy. Pieczę nad prowincją Maguindanao sprawuje klan Ampatuanów. Andal Ampatuan starszy, senior rodu, na niedługo przed masakrą dzierżył stanowisko gubernatora prowincji, jego synowie i kuzynostwo zaś  piastowali urzędy burmistrzów w większości miast tego okręgu administracyjnego. W nadchodzących wyborach gubernatorskich Ampatuan senior postanowił namaścić na swego następcę jednego z synów – Andala Ampatuana młodszego.

W szranki z potomkiem potężnego polityka (lubił się m.in. pokazywać z Mannym Pacquiao) postanowił stanąć należący do konkurencyjnego muzułmańskiego klanu Toto Mangudadatu. Otrzymując wcześniej pogróżki i obawiając się o swoje bezpieczeństwo, dla złożenia kandydatury wysyła zorganizowany konwój złożony z kilkudziesięciu prawników i dziennikarzy, oraz przede wszystkim żeńskich przedstawicieli swojej rodziny, wierząc że ich religia oraz niepisane lokalne prawo zabrania krzywdzenia kobiet w klanowych porachunkach. Konwój został zatrzymany po drodze przez grupę ponad 100 uzbrojonych mężczyzn, przechwycony i zaprowadzony w słabo dostępne, wiejskie tereny z dala od drogi krajowej. Tam czekały już na nich trzy masowe groby, wykopane przez należące do władz prowincji maszyny. Masakrze miał osobiście przewodniczyć Andal junior, o czym miała poinformować męża „Gigi” Mangudadatu w rozmowie telefonicznej.

Po zbrodni rozpętała się ciągnąca do dziś batalia prawna i dramatyczna walka rodzin ofiar o sprawiedliwość i prawdę. W przesiąkniętym klanowymi walkami i politycznymi koligacjami społeczeństwie nie jest to jednak proste. Klan Ampatuanów wywodzi się z tego samego środowiska politycznego co ówczesna prezydent Filipin Gloria Macapagal Arroyo (obecnie marszałek Izby Reprezentantów filipińskiego parlamentu, pomimo wcześniejszego aresztowania pod zarzutami korupcyjnymi), otwarcie udzielająca wcześniej poparcia Andalowi seniorowi. Nieoficjalnie mówi się, że klan Ampatuanów udzielił jej wsparcia w czasie wyborów prezydenckich, a z kontrolowanej przez nich prowincji nie wyszedł nawet jeden głos oddany na jej kontrkandydata – bardzo popularnego byłego aktora i modela Josepha Estradę (który, o ironio, wybory wygrał, aby zostać później pierwszą w historii Azji głową państwa odwołaną z urzędu w procedurze impeachmentu za korupcję).

Presja społeczna wymusza jednak na prezydent wprowadzenie stanu wyjątkowego w dwóch prowincjach wyspy. Andal młodszy został aresztowany i przewieziony do więzienia w Manili pod zarzutem współudziału w masowym morderstwie. Wypiera się jednak wszelkich powiązań z masakrą, oskarżając o ten czyn partyzantki MILF (Moro Islamic Liberation Front), od lat siejące na wyspie spustoszenie bojówki islamistyczne walczące o oderwanie Mindanao od Filipin i utworzenie kalifatu (rzecznik terrorystów uznał te zarzuty za absurdalne).

Proces ciągnie się do dziś a jego końca nie widać, jak dotąd jedynie kilku osobom udało się przedstawić zarzuty. Cały czas pojawiają się oskarżenia korupcyjne, świadkowie znikają lub zostają mordowani, prokuratorzy sami przyznają, że z taką ilością zainteresowanych stron oraz złożonością sprawy, batalia może trwać kilkadziesiąt lat. Jednocześnie prawnicy oskarżają władze, że znajdujący się w areszcie członkowie klanu Ampatuanów mają dogodne warunki, dostęp do internetu, dowożone z zewnątrz obiady, i cały czas zdalnie sprawują władzę w prowincji. Mieli być nawet widziani poza murami więzienia na luksusowych przyjęciach.

4 dni po masakrze Toto Mangudadatu, po pogrzebie żony i dwóch sióstr, wybrał się do komisji wyborczej tą samą drogą osobiście zgłaszając swoją kandydaturę. Wybory wygrał i obecnie sprawuje urząd gubernatora prowincji (ogłosił, że nie będzie się ubiegał o reelekcję). Rok po tragicznych wydarzeniach sam zostanie oskarżony o morderstwo, gdy podczas sprzeczki w galerii handlowej z mężczyzną związanym z klanem Ampatuanów jego ochroniarz użyje broni (pojawiła się wersja, ze Toto wydał rozkaz egzekucji). W kolejnym roku zaś przeżyje kolejny już zamach bombowy na swoje życie jadąc opancerzonym samochodem.

58 osób zostało zamordowanych w walce o fotel filipińskiego odpowiednika wojewody, co zostało zapamiętane jako „Masakra z Maguindanao” (Maguindanao massacre) od nazwy prowincji o której schedę stoczył się bój. Komitet Ochrony Dziennikarzy (Committee to Protect Journalists) uznał Filipiny za jeden z najbardziej, obok Iraku, niebezpiecznych krajów dla zawodu dziennikarza. Z 34 ofiarami wśród przedstawicieli mediów, incydent ten pozostaje największym masowym mordem dziennikarzy w historii.

Instagram | Pozostałe opowiadania

Comments

comments

2 thoughts on “Grób z Mindanao

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *