Noc, Somalia

(Jest to kontynuacja relacji z podróży koleją z Etiopii do Dżibuti)

Scam. Z angielskiego oszustwo, szwindel. Róg Afryki to taka jedna wielka giełda samochodowa w Słomczynie, bezustanne granie w trzy karty z somalijskim Januszem. W Dżibuti dochodzą mnie słuchy, że somalilandzcy pogranicznicy uskuteczniają nową formę tej sztuki, od białych idiotów decydujących się przemierzać te tereny żądając poświadczenia opłaty za wizę. Nie ma kwitu – płacisz chabor. Czytaj dalej

Co ćpać w Rogu Afryki

Najlepiej czat (khat), czyli liście czuwaliczki jadalnej zawierające katynon, podobny w składzie do pochodnych amfetaminy.

Przeżuwany całe dnie przez mężczyzn z wydętymi policzkami powoduje coraz większe uzależnienie w Afryce Wschodniej. Szczególnie w rejonach przygranicznych Somalii łatwo zauważyć leżących pod murem facetów z półprzymkniętymi powiekami i wyciekającą z ust zielonkawą mazią, obdartych włóczęgów zbierających i ochuchujących z piachu pojedyncze gałązki. Czytaj dalej

Doliniarz z placu Meskel

Osoby przebywające w zatłoczonych miejscach krajów trzeciego świata przestrzegam przed starym numerem „na karton”.

Doliniarz podchodzi do nas z kawałkiem papieru żebrząc lub próbując coś na nim pokazać, a wtedy pod planszą jego druga ręka niczym dłoń samego Mateusza Morawieckiego wędruje prosto do naszej kiermany. Czytaj dalej

Skradzione perły Afryki

Jadąc zatłoczonym miejskim mikrobusem przez dzielnicę Bole nieopodal lotniska w Addis Abebie spoglądam przez okno próbując zlokalizować poszukiwany budynek.

– Zgubiłeś się?

Dopiero teraz zauważam siedzącą obok śliczną dziewczynę, musiała się dosiąść przed chwilą. Ma bursztynową skórę, jasną nawet jak na Etiopię, oraz burzę rozjaśnianych na końcach, spiętych z tyłu miodowych loków.

– Zapomniałaś dodać „farandżi” (biały, obcokrajowiec).

Uśmiecha się. Czytaj dalej

Co skrywają etiopskie gacie

Metema, etiopska wioska przy granicy z Sudanem, 5 rano. Wsiadam do minivana jadącego do Gondaru, stolicy stanu Amhara. Spałem dwie godziny, na szczęście, jak mi się wtedy wydaje, udaje mi się wywalczyć miejsce z przodu, obok kierowcy.

Suniemy wąską krętą drogą, słońce powoli wyłania się spośród kurzu i źdźbeł słoniowej trawy. Szofer w pewnym momencie przesuwa niedbale leżące na desce rozdzielczej złożone spodnie w moją stronę i gestem prosi abym włożył do leżącego na siedzeniu mojego podręcznego plecaka. Ze zmęczenia mam zwoje mózgowe jak Marian Kowalski, gacie nie wyglądają jak litr spirytusu, może zasłaniają mu widoczność czy coś, wrzucam więc do plecaka i zapominam.
Czytaj dalej

Fetysz na fetasz

Ricardo Kapuściński opisywał w „Cesarzu” mechanizm tzw. „fetaszy” występujący w Etiopii po obaleniu rządów Hajle Selasje, czyli proces ciągłego zatrzymywania podróżnych w poszukiwaniu w sumie to niewiadomo do końca czego (prawdopodobnie dowodów na współpracę z dworem cesarza). Czytaj dalej

Z Etiopii do Dżibuti nowiutką, chińską koleją-widmo. Fotorelacja.

Chińczycy od dobrych kilku lat wchodzą do Afryki z buta i bez wazeliny jak Kurski na Woronicza. Dość chociażby wspomnieć o wybudowanej niedawno („za darmo”) przez chiński koncern nowej siedzibie Unii Afrykańskiej, pięknej, lśniącej, stojącej dumnie po środku Addis Abeby, i ponoć nabitej od toalet po parkingi pluskwami MSSu.

Dlatego też nawet mnie zbytnio nie zdziwiło, gdy parę lat temu usłyszałem, że dalekowschodnie konsorcja w porozumieniu z rządami Etiopii i Dżibuti planują wybudować połączenie kolejowe łączące docelowo Addis Abebę, stolicę tej pierwszej, z nadmorskim portem Dżibuti o tej samej nazwie. Takie tory co prawda istniały już, była to jednak wybudowana na przełomie poprzednich wieków kolej wąskotorowa o rozstawie metrowym, przestarzała i ze względu na niską rentowność stopniowo wycofywana z użycia od lat 90. Czytaj dalej

Afrykański sztos

W lobby jednego hotelu w Addis Abebie poznałem Kiyu, Koreańczyka, z wielką walizą i jeszcze większą lustrzanką przemierzającego niestrudzenie niebezpieczne korytarze międzynarodowych afrykańskich hoteli. Obaj nabraliśmy ochoty na zachodnie żarcie więc wybraliśmy się do pobliskiej knajpy na burgery (mój kolejny głupi pomysł).
Czytaj dalej

Cinkciarz idiota a.k.a. Mokry sen Jarosława Kuźniara

Rankiem wybrałem się na czarny rynek w Addis Abebie aby wymienić hehe pieniążki.

Długo nie musiałem czekać, już po chwili słyszę za uchem „czincz czincz” niczym Joanna Schmidt sprośności od Ryszarda Petru na sali sejmowej. Młody chłopak, srebrny ząb, okularki Bolce Kabana, koszula w prążek. Co i po ile. Dolar 31 birr, euro 38. Całkiem nieźle, w banku odpowiednio 26 i 31. Mówię, że sprzedam „fyfty” tego drugiego. Nie ma problemu maj frend, you are my brother from another mother (chyba muszę poważnie porozmawiać ze swoim ojcem), już robimy interes.
Czytaj dalej

Jak załatwić gorzałę w kraju z prawem szariatu

Gondar, Etiopia, 9 stycznia 2018 r.

Achhh, pierwsze piwo w nowym roku.

Ostatnio w Sudanie z kolegami z Europy chodziliśmy jacyś nieswoi. Święta za pasem, na dworzu upał, no coś by się chlapnęło.

Przemycona przez granicę butelka whisky już dawno robi za pryzmat. Znajomi dyplomaci jeszcze nie wrócili z urlopu, Chińczycy w swojej restauracji widmo w szeregówce bez szyldu nie polewają już piwa w herbacianych filiżankach. Niemcy, nie dość że wywołali holocaust, to jeszcze ich transport piwa do miejscowego klubu towarzyskiego został przechwycony w drodze do Chartumu (częsty myk stosowany przez policję aby później odsprzedać skonfiskowany alkohol z zyskiem). Kolejny minus dla Niemców. Czytaj dalej