Brutalna ścieżka serbskiego wojownika

Nowy Jork, marzec 1992.

Na skórzanej kanapie pod ścianą apartamentu w manhattańskiej Upper East Side leżał około 50-letni mężczyzna. Wpatrując się w powoli obracane płaty podwieszonego u sufitu wentylatora, wyraźnie zamyślony przeczesywał burzę siwych loków. Nagle podniósł się i podszedł do pokrytego stosem gazet i książek stołu. Usiadł na krześle, wkręcił czystą kartkę papieru w walec stojącej na blacie maszyny do pisania Olivetti i wziął głęboki oddech. Uderzając gwałtownie w klawisze wystukał kilka wyrazów, po czym wyjął kartkę z maszyny. Przeczytał w skupieniu świeżo wydrukowaną linijkę tekstu, a następnie zamknął oczy i z westchnieniem wypuścił z ręki kartkę która pofalowała na stos leżących na ziemi kilku innych.

Wstał z miejsca, pilotem włączył telewizor kineskopowy, podniósł z biurka skórzany notatnik Moleskine i podszedł do okna. Otworzył notes i zaczął w nim kreślić ołówkiem, co chwila jednak zatrzymując się i z poirytowaniem zamazując kolejne wyrazy. Nagle wytężył słuch i podniósł wzrok znad notatnika, wpatrując się przez okno w przejeżdżające kilkanaście pięter niżej malutkie samochodziki.

Odwrócił raptownie głowę i spojrzał w ekran telewizora. Następnie przekręcił całe ciało i podszedł do grającego pudła marszcząc brwi. Na kineskopie pojawił się właśnie wjeżdżający poprzez gruzowisko na wąską ulicę czołg M-84. Lektor komentował sytuację, a mężczyzna wpatrując się w ekran przeczesał dłonią siwe loki gdy pasek informacyjny na dole zmienił barwę na czerwoną.
Czytaj dalej

Rasizm ASAP

Kapsztad, styczeń 2016.

Około 30-letni czarnoskóry mężczyzna, siedząc przy nakrytym białym obrusem stoliku restauracji na ostatnim piętrze hotelu Ritz, wpatrywał się przez okno w malownicze wybrzeże Zatoki Stołowej. Miał splecione dłonie, dobrze skrojony, szary garnitur, ciemne okulary i wystający ponad krawędź mankietu srebrny zegarek Vacheron Constantin.

– Panie Zuma, pański gość przybył – rzekła cicho kelnerka wychylając się zza oddzielającego stolik od reszty restauracji parawanu.

– Tak, tak, proszę – odpowiedział chłopak wstając – Namaste! – dorzucił z uśmiechem gdy za parawanem pojawił się otyły mężczyzna o wyglądzie Hindusa, w jasnym garniturze, z gęstymi wąsami i złotą bransoletą na nadgarstku.

– Cześć Duduzane – odrzekł przybysz, po czym mężczyźni uścisnęli sobie serdecznie dłonie całując się w policzek i zasiedli do stolika.

– Spotkałeś się z Londyńczykami? – od razu przeszedł do rzeczy Hindus sięgając do stojącego na środku stołu koszyka po pieczywo.

– Tak, wszystko załatwione. Zgodzili się na kampanię tak jak rozmawialiśmy. Mają też wiele własnych pomysłów do wykorzystania, no i sporo doświadczenia. Ten stary podobno doradzał de Klerkowi – odpowiedział entuzjastycznie czarnoskóry.

– Ile? – rzucił krótko mężczyzna w jasnym garniturze rozsmarowując szybkimi ruchami masło po pieczywie.

– Nie są tani. 100 tysięcy funtów miesięcznie. Czytaj dalej