Cinkciarz idiota a.k.a. Mokry sen Jarosława Kuźniara

Rankiem wybrałem się na czarny rynek w Addis Abebie aby wymienić hehe pieniążki.

Długo nie musiałem czekać, już po chwili słyszę za uchem „czincz czincz” niczym Joanna Schmidt sprośności od Ryszarda Petru na sali sejmowej. Młody chłopak, srebrny ząb, okularki Bolce Kabana, koszula w prążek. Co i po ile. Dolar 31 birr, euro 38. Całkiem nieźle, w banku odpowiednio 26 i 31. Mówię, że sprzedam „fyfty” tego drugiego. Nie ma problemu maj frend, you are my brother from another mother (chyba muszę poważnie porozmawiać ze swoim ojcem), już robimy interes.
Czytaj dalej

Sołdat z Mali a.k.a. Chabor na Saharze

Kilka lat temu, jeszcze przed wojną w Mali, jechałem z kumplem samochodem do Bamako. Z Marakeszu przez Saharę to jakieś 7 dni drogi. Trasa całkiem ciekawa, szczególnie odcinek od Nawakszutu był kiedyś nazywany drogą śmierci ze względu na dość częste porwania białasów przez Aqimowców czy inne polisariańskie ścierwo (tak na marginesie to ten sam kumpel poznał kiedyś typa którego uprowadzili już za Agadirem (!) jacyś saharyjscy wieśniacy ale wypuścili po paru godzinach bo nawet nie wiedzieli gdzie zadzwonić). Czytaj dalej